Strava, Komoot czy Adidas? Oto najpopularniejsze aplikacje rowerowe

Strava, Komoot czy Adidas? Oto najpopularniejsze aplikacje rowerowe

Odkąd jeździłem na rowerze zawsze chciałem poznać przebieg tras rowerowych, czas przejazdu lub pokonany dystans. W pewnym momencie zegarek oraz ręcznie narysowane mapy musiały trafić do lamusa.  Chciałem jedną aplikację, która łączy te wszystkie aspekty – czyli mapę, licznik prędkości i miernik przejechanego dystansu. Oto aplikacje rowerowe, które zmieniły mój styl jazdy.

Przegląd najpopularniejszych aplikacji (których używałem lub używam)

Dedykowana aplikacja rowerowa potrafi uczynić z twojego roweru prawdziwą machinę, w której wszystkie dane są transparentne i widoczne. Dziś do nie tylko gadżet, ale niemal integralna część bicyklu. Niektórzy ludzie wybierają aplikację, bo „jest najpopularniejsza”. To błąd. Należy dopasować ją pod swoje potrzeby.

Na przestrzeni paru lat, od kiedy jestem rowerzystom zdołałem przetestować kilku aplikacji rowerowych. W swoich ocenach zwracałem uwagę darmowy dostęp do najpotrzebniejszych funkcji – czyli śledzenia trasy i zobaczenie jej później, w całej okazałości oraz liczenia prędkości i przejechanej trasy. Naprawdę świetnie, gdyby w aplikacji rowerowych znalazłaby się możliwość planowania trasy i jazdy ze znajomymi.

Odpowiedz we własnym sumieniu: jak jeździsz?

There’s no one man army. Nie istnieje aplikacja do wszystkiego. Musisz sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, do czego będziesz jej używał – czy jesteś niedzielnym rowerzystą, wiecznym poszukiwaczem przygód czy profesjonalnym kolarzem pokonującym setki kilometrów miesięcznie. Oto możliwości:

  • Niedzielny rowerzysta/rowerzystka – jeździsz głównie rekreacyjnie, w święta i dni nakazane, a rower wykorzystujesz jako lek na zwisające boczki (słuchamy, nie oceniamy)
  • Chwalidupa – jeździsz na rowerze, po to aby zyskać poklask innych. Odkryłeś, że rower to wabik na płeć przeciwną, a wstawianie zrzuty ekranu sprawią, że dostajesz dużo serduszek. Prawda jest taka, że pokręcisz, wrzucisz i zapomnisz.
  • Rowerzysta/rowerzystka miejski/miejska – wykorzystujesz rower jako tani, ekologiczny środek transportu do przejazdu sklep-uczelnia/praca – dom. Prawdopodobnie dostajesz dopłaty, za jazdę na rowerze. Poza tym uważasz, że dzięki codziennym dojazdom, Anitka z HR wkrótce doceni twoją figurę
  •  Turysta/turystka – jesteś spragniony/a wrażeń, pięknych widok i bólu w udach i łydkach. Jeździsz, że uciec od zgiełku wsi, a zakładka „Infrastruktura” na moim blogu stała się twoją biblią
  • Kolarz-sportowiec – inny świat, jedziesz, że zbudować „bazę tlenową” lub przyodziać się i paradować po bezdrożach w obcisłym stroju typu lycra

Zanim jednak przejdziemy do konkretnych nazw, warto jedną rzecz powiedzieć wprost. Dedykowana aplikacja rowerowa potrafi uczynić z twojego roweru prawdziwą machinę, w której wszystkie dane są transparentne i widoczne. Dziś to już nie tylko gadżet dla fanów technologii, ale niemal integralna część bicyklu. Problem w tym, że wiele osób wybiera aplikację, bo „wszyscy taką mają” albo „gdzieś widziałem screena na Instagramie”. To najprostsza droga do frustracji. Aplikację trzeba dobrać pod swój styl jazdy, a nie pod cudze wyniki.

Na przestrzeni kilku lat, odkąd na dobre wsiąkłem w rower, przetestowałem kilka różnych aplikacji. Zawsze zwracałem uwagę na to samo: czy w darmowej wersji dostaję absolutne podstawy, czyli zapis trasy, możliwość jej późniejszego obejrzenia, dystans, czas przejazdu i prędkość. Wszystko ponad to traktowałem jako miły dodatek, a nie warunek konieczny. Dużym plusem była dla mnie także możliwość planowania tras oraz jazdy „wspólnie”, nawet jeśli tylko wirtualnie.

Strava, Adidas czy Kamoot, czyli którą aplikację rowerową wybrać?

Adidas Running

Pierwszą aplikacją, z którą spędziłem więcej czasu, była Adidas Running. To narzędzie bardzo uniwersalne, nastawione bardziej na ruch i zdrowie niż stricte na rower. I to wcale nie jest wada. Jeśli ktoś jeździ rekreacyjnie, chce zobaczyć, ile kilometrów zrobił i jak długo był w ruchu, Adidas Running sprawdza się zaskakująco dobrze. Jest prosta, czytelna i nie bombarduje użytkownika wykresami.

Kamoot

Zupełnie inne podejście reprezentuje Komoot. To aplikacja, która bardzo szybko pokazała mi, że rower może być narzędziem do odkrywania świata, a nie tylko liczenia kilometrów. Komoot skupia się na trasach i ich planowaniu, rodzaju nawierzchni, przewyższeniach i realnym przebiegu drogi. To właśnie dzięki niej przestałem się bać skrętów „w nieznane”, bo wiedziałem, czy za chwilę czeka mnie asfalt, szuter czy piach, w którym będę prowadził rower przez pół kilometra. Dla turystów rowerowych, ludzi lubiących długie wycieczki i eksplorację to narzędzie niemal idealne. Sportowe statystyki schodzą tu na drugi plan, ale w zamian  dostajesz poczucie kontroli nad trasą.

Strava

No i wreszcie ona, czyli Strava, czyli pomarańczowa aplikacja, której praktycznie nie da się ominąć. Strava to nie tylko licznik przejazdów, ale przede wszystkim platforma społecznościowa. Segmenty, rankingi, porównania z innymi użytkownikami to wszystko potrafi działać motywująco, ale równie łatwo może zepsuć radość z jazdy. Jeśli ktoś lubi rywalizację, śledzenie postępów i publikowanie swoich wyników, Strava spełni te oczekiwania bez problemu. Jeśli jednak jeździsz dla siebie, a nie dla cyferek, bardzo łatwo wpaść w pułapkę porównywania się z ludźmi, którzy mają zupełnie inne cele i możliwości. To idealne rozwiązanie dla kolarzy i sportowców.

Jak wybrać najlepszą aplikację rowerową?

Z czasem doszedłem do wniosku, że nie istnieje jedna aplikacja, która robi wszystko najlepiej. I to jest w porządku. Często najlepszym rozwiązaniem jest połączenie kilku narzędzi: jednej aplikacji do planowania tras, drugiej do archiwizowania przejazdów i statystyk. Próba znalezienia „aplikacji idealnej” zazwyczaj kończy się rozczarowaniem, bo każda z nich została stworzona z myślą o innym typie rowerzysty.

Dlatego zanim pobierzesz kolejną aplikację, warto na chwilę się zatrzymać i odpowiedzieć sobie uczciwie na jedno pytanie: jak ja właściwie jeżdżę? Bo od tej odpowiedzi zależy wszystko.

Najczęściej zadawane pytania, czyli które aplikacje rowerową są warte uwagi

Czy aplikacja rowerowa naprawdę ma sens, jeśli jeżdżę tylko rekreacyjnie?

Aplikacja rowerowa nie jest dziś narzędziem wyłącznie dla sportowców w lycrze i z pulsometrem za pół wypłaty. Dla rekreacyjnego rowerzysty to po prostu nowoczesny licznik, który nie wymaga montowania czujników, magnesów i zabawy z kabelkami.

Czy darmowe wersje aplikacji wystarczą, czy to tylko przynęta?

W zdecydowanej większości przypadków wystarczą w 100%. Darmowe wersje aplikacji rowerowych bez problemu zapisują trasę, liczą dystans i prędkość oraz pozwalają wrócić do przejazdu po czasie. Płatne funkcje wchodzą dopiero wtedy, gdy zaczynasz analizować trendy, porównywać treningi albo ścigać się z samym sobą sprzed roku.

Która aplikacja jest najlepsza dla kogoś, kto lubi odkrywać nowe trasy?

Jeżeli jeździsz po nieznanych terenach, lasach, szutrach i wałach przeciwpowodziowych, to planowanie trasy jest ważniejsze niż średnia prędkość. W takim przypadku Komoot wygrywa z konkurencją. Pokazuje nawierzchnię, podpowiada drogi mniej oczywiste i pozwala uniknąć sytuacji, w której asfalt nagle kończy się polem kukurydzy. To aplikacja dla ludzi, którzy jadą „zobaczyć, co jest za zakrętem”, a nie tylko nabić kilometry.

Czy aplikacje rowerowe zużywają dużo baterii w telefonie?

Tak. I nie ma co udawać, że jest inaczej. GPS zawsze jadł baterię, zwłaszcza podczas dłuższych tras. Różnica polega na tym, że jedne aplikacje robią to rozsądnie, a inne traktują baterię jak zasób nieskończony. Przy dłuższych wycieczkach warto:

  • włączyć tryb oszczędzania energii,
  • wyłączyć zbędne powiadomienia, WiFi, BlueTooth
  • rozważyć powerbank.

Czy jedna aplikacja wystarczy, czy lepiej korzystać z kilku?

W praktyce bardzo często kończy się na dwóch aplikacjach. Jedna do planowania i nawigacji, druga do zapisu statystyk i archiwum przejazdów. I to jest absolutnie normalne. W moim przypadku przez długi czas były Google Moje Mapy oraz Adidas Running. Próba znalezienia jednej aplikacji „do wszystkiego” zwykle kończy się kompromisem, który nikogo do końca nie zadowala. Lepiej mieć dwa dobre narzędzia niż jedno przeciętne.

Czy aplikacje rowerowe są dokładne?

Są wystarczająco dokładne dla znacznej większości użytkowników. GPS w smartfonach jest dziś na tyle precyzyjny, że różnice w dystansie rzędu kilkudziesięciu metrów nie mają żadnego realnego znaczenia. Jeśli nie startujesz w wyścigach UCI, nie ma sensu dopłacać tylko po to, żeby mieć wykres o jeden punkt dokładniejszy.

Czy warto w ogóle analizować swoje dane?

To zależy od tego, po co jeździsz. Dla jednych statystyki są motywacją, dla innych zbędnym szumem informacyjnym. Najgorsze, co możesz zrobić, to pozwolić, żeby aplikacja dyktowała ci, czy jazda była „udana”. Jeśli wracasz do domu zmęczony, zadowolony i z głową przewietrzoną, to wiedz, że trasa była dobra.

Najważniejsze pytanie: czy bez aplikacji też da się jeździć?

Oczywiście. I wielu ludzi robi to od lat, mając się świetnie. Aplikacja ma pomagać, nie być celem samym w sobie. Jeśli któregoś dnia zapomnisz telefonu, bateria padnie albo po prostu chcesz pojechać „gdzie pedały poniosą” to rower nadal będzie działał.

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

    Odpowiedz!